Jerzy Markiewicz
„Partyzancki Kraj” wyd. II str. 156-158
Wydawnictwo Lubelskie,
Lublin 1985, ISBN 83-222-0306-3
Jestem
w centrum natarcia, w punkcie ciężkości. Tuż przy mnie jest mjr „Azja
oraz por. „Pogoń". Gdy natarcie wyszło z zasłony leśnej, otrzymaliśmy
ogień karabinów maszynowych. Najbardziej celnie strzelał ckm z cerkwi.
Natarcie przyciśnięte ogniem broni automatycznej jak gdyby utknęło, ale
trwało to przez moment. Szybkimi skokami, wykorzystując teren,
posuwaliśmy się do fazy szturmowej. Nasze ckm-y, strzelając ogniem na
wprost, torowały nam natarcie. Już na fazie szturmowej dostaliśmy silny
ogień karabinów maszynowych. Ostrzelali mnie. Tuż przede mną i za mną
padały pociski. Odpryskami ziemi boleśnie zaprószyło mi oczy. Ze mnie
ogień przeniesiono na
„Pogonia”*.
Podobnie i jego ostrzelano. Pociski cekaemu, ryjąc glebę tuż nad głową
„Pogonia",
zaprószyły go ziemią. Mjr. „Azję" też nie ominął ogień nieprzyjaciela.
Obok mnie za kupką obornika stał nasz ckm wzór 30 z plutonu „Hardego".
Wskazałem celowniczemu gniazda karabinów maszynowych i nakazałem je
ostrzelać. Karabinowy skutecznie kierował ogniem naszego ckm-u i
gniazda karabinów maszynowych zamilkły. Jednym skokiem, z okrzykiem
„hura", zajęliśmy wieś Łasków. Natarcie osiągnęło cel. „Czaruś" zawinął
prawe skrzydło, które było nieco dłuższe.
„Pogoń"
uczynił to samo na lewym skrzydle. Łasków znalazł się w
kleszczach naszego natarcia. Ubezpieczenia czuwają nad bezpieczeństwem
akcji oraz nad tym, aby nikt nie umknął. Walka wewnątrz wsi trwała
krótko. Po godzinie była skończona. Miałem zarządzić zbiórkę celem
przeniesienia się do pobliskiego lasu Witków, lecz od „Czarusia"
przybył goniec z meldunkiem. „Czaruś" zawiadamiał, że na odcinku jego
działania odnaleziono bunkry podziemne, w których ukrywają się upowcy
oraz znajduje się broń z amunicją. Zachęcony zdobytą kancelarią w
Szychowicach, przedłużyłem działanie. Okazało się, że w podziemiach
znajdował się niemal drugi Łasków. Prawie każdy bunkier bronił się.
Zdobyto broń maszynową, kb, amunicję i granaty. Najbardziej zagorzali w
walce okazali się żołnierze z byłej policji wołyńskiej uprowadzeni z
Dołhobyczowa. Oni bowiem już potracili rodziny i najbliższych, których
na Wołyniu wymordowali już nacjonaliści ukraińscy. Poszukiwanie bunkrów
trwało prawie do godzin wieczornych. Ciemność zaczęła ogarniać wieś.
Kazałem więc trębaczowi grać na zbiórkę. Pododdziały zgromadziły się na
wyznaczonym placu alarmowym"
* por. „Pogoń" =
Marian Plewako